Technika zabijania- użycie gazów bojowych na froncie nad dolną Bzura i Rawką w 1915 r. - dobroni.pl

dobroni.pl

» » » a a a
I Wojna Światowa Armia PruskaArmia Rosyjska

Technika zabijania- użycie gazów bojowych na froncie nad dolną Bzura i Rawką w 1915 r.

dodany: 2011-02-09, godz. 12:17
Technika zabijania- użycie gazów bojowych na froncie nad dolną Bzura i Rawką w 1915 r.

Co łączy miasto Bixchoote i Langermark w Belgii z Bolimowem i Sochaczewem w Polsce ?

Materiał jest rozdziałem przygotowywanej książki Jakuba Wojewody pt. 'Nad Bzurą i Rawką bez zmian -życie i śmierć w okopach 1914-15 r.' Rozdział ten opublikowany został w magazynie 'Odkrywca' Numer 7 (138) lipiec 2010

(...) Już w początkach I wojny światowej okazało się, że szybkie jej rozstrzygnięcie nie będzie możliwe. Niemiecka armia po początkowych błyskotliwych sukcesach została zatrzymana. Strony konfliktu już w 1914 roku zatrzymały się, umacniając swoje pozycje liniami głębokich okopów. Ciągnące się setkami kilometrów, silnie rozbudowane i gęsto obsadzone stanowiska, nasycone bronią maszynową transzeje i świetnie wstrzelana ciężka artyleria sprawiły, iż ówczesne, tradycyjne środki pola walki stały się niewystarczające. Masowe natarcia piechoty czy brawurowe szarże kawalerii okazały się w tych warunkach nieskuteczne. Straty poniesione przez stronę ofensywną, nikłość sukcesów w postaci przesunięcia frontu, stworzyły specyficzne warunki prowadzenia tej wojny. Cel ataków- okopy wroga, odpowiadały zmasowanym ogniem karabinów maszynowych powodując w szeregach szturmujących krwawe straty. Frontu, nie udało się przełamać. Od tej pory konflikt ten kojarzyć się będzie z krwawymi natarciami mas piechoty, poprzez zryty pociskami „pas ziemi niczyjej” i obrońcami ostrzeliwującymi wroga z okopów, brodzącymi po kolana w głębokim błocie. Symbolem I wojny światowej na zawsze pozostaną błotniste polowe umocnienia-okopy, drut kolczasty, karabiny maszynowe a także broń chemiczna- bojowy gaz.
Inicjatorem i pomysłodawcą użycia gazów jako środka bojowego był prof. Fritz Haber. Urodzony we Wrocławiu w 1868 r. w rodzinie kupieckiej, wyznania mojżeszowego, ten wyjątkowo uzdolniony naukowiec, całe swoje życie poświęcił badaniom w dziedzinie chemii.
W 1911 roku, Haber został powołany na stanowisko dyrektora prestiżowego Kaiser-Wilhelm Instytut fur physikalische Chemie und Elektrochemie z siedzibą w Berlinie-Dahlem (Instytut Chemii Fizycznej i Elektrotechnicznej im. Cesarza Wilhelma).Profesor osobiście kierował zespołem niemieckich chemików zebranego specjalnie w ramach prac nad gazami bojowymi. W berlińskim instytucie został powołany wydział badawczy, który miał opracować możliwie najskuteczniejszą broń gazową.
Zastosowanie gazu jako środka bojowego miało się łączyć ze złamaniem międzynarodowej konwencji, zawartej w Hadze 28. VII. 1899 roku. Na podstawie tej umowy, strony przyszłych konfliktów zobowiązywały się do nie stosowania w walce jakichkolwiek gazów trujących i duszących, której sygnatariuszem były także Niemcy. Użyciem w walce niekonwencjonalnych środków usprawiedliwiano wcześniejszym zastosowaniem broni chemicznej przez Francuzów, podczas sierpniowych walk w Belgii .
Pierwszą próbą uzyskania przewagi za użyciem nowoczesnych metod pola walki próbowano uzyskać za pomocą gazów łzawiących.
27 października 1914 r. pod Neuve- Chapelle, na froncie Lens, artyleria niemiecka wystrzeliła 3000 szrapneli „Ni”, o kalibrze 105 mm zawierających dwuanizydynę. Gaz skażał powietrze w momencie wybuchu pocisków zbyt wysoko nad ziemią, nie wyrządzając obrońcom żadnej krzywdy. Środek ten porzucono .
W dniu 31 stycznia 1915 r. na froncie nad Rawką, podczas ostrzału artyleryjskiego pozycji rosyjskich w okolicy miejscowości Borzymówka, Niemcy oprócz konwencjonalnych pocisków armatnich, użyli 18 tysięcy sztuk, tzw. „T-stoff”. Te specjalne pociski kalibru 150 mm, wypełniono oprócz 500 gramów materiału kruszącego, mieszaniną bromków ksylilu i ksylendu - chemicznym środkiem drażniąco-łzawiącym.
Atak ten, podobnie jak na zachodzie, nie przyniósł Niemcom oczekiwanego efektu, użycie mieszaniny gazów łzawiących były nijakie. Tym razem powodem braku sukcesu był panujący tego dnia mróz. Zimowa aura z temperaturą, dochodząca tego dnia, do -20 stopni Celsjusza, oraz głęboki śnieg, spowodował, że środek ten nie wyrządził broniącym się Rosjanom żadnej szkody . Pociski grzęzły w śniegu a mróz niwelował rozprężanie się gazu.
15 marca 1915 r. pod Newport kolejny raz ostrzelano wrogie pozycje ulepszonymi pociskami „ T-stoff ”, także i tym razem- bezskutecznie.
Po nieudanych atakach szrapnelami „Ni- stoff” i pociskami artyleryjskimi „T-stoff”, rozpoczęto poszukiwanie innych, skuteczniejszych środków chemicznych. Haber, który stał wtedy na czele Zentralstelle für Chemie przy Pruskim Ministerstwie Wojny, zaproponował zastosowanie chloru wypuszczanego z butli-cylindrów ciśnieniowych.
Spośród czołowych chemików i fizyków niemieckich zbudował zespół badawczy składający się z takich naukowców jak Wieland, Willstätter, Frank, Hertz, Westfal. Idea użycia broni masowego rażenia nie znalazła jednak ogólnej aprobaty niemieckich naukowców. Niektórzy, na czele z Albertem Einsteinem i Emilem Fischerem odmówili współpracy.
2.IV.1915 roku na poligonie w Beverlo, wykonano przekonujący pokaz ataku chlorowego dla obserwatorów . Po wnikliwych badaniach i próbach metoda użycia chloru wydawała się wystarczająco trująca a pozyskanie tego gazu nie nastręczało większych problemów. Chlor- zwykły odpad przemysłowy, ma tę zaletę, że jako cięższy od powietrza idealnie nadaje się do rażenia wroga znajdującego się w okopach i zagłębieniach. Poddawany ciśnieniu skrapla się, w momencie otwarcia cylindrów wytryska w postaci cieczy przechodząc prawie natychmiast w stan gazowy, dodatkowo po przejściu fali może utrzymywać się w zagłębieniach nawet do 3 h. .
Wykonane z żeliwa, 20 i 40 litrowe cylindry- butle na płynny chlor wyprodukowano między innymi w zakładach „GESSELSCHAFT LINDE” DUSSELDORF – REISCHOLZ. Wkrótce znalazły się one na froncie.

Po raz pierwszy użyto chloru na zachodnim teatrze działań wojennych. Dnia 22 kwietnia1915 roku, pomiędzy miejscowościami Bixchoote i Langermark (na północ od Ypres) w Belgii, przypuszczono pierwszy w historii „atak falowy”. Wykorzystano wtedy 180.000 kg płynnego gazu w 40 i 20 kg butlach. Tego dnia na 6 km odcinku frontu, Niemcy wypuścili chlor, który porwany wiatrem popłynął wielką chmurą na pozycje francuskie.
Efekty były przerażające, zginęło wówczas ponad 5000 alianckich żołnierzy a 15 tys. zostało zatrutych i niezdolnych do walki. Cały atak trwał 15 minut, sami Niemcy zaskoczeni jego potęgą, nie wykorzystali go należycie i front nie został przełamany w większym zakresie.
Wkrótce broń chemiczna miała trafić na oddalony na wschód od Ypres o 1300 km. front wschodni, nad Bzurę i Rawkę.
Zarówno pod Ypres jak i pod Bolimowem profesor Fritz Haber osobiście kierował tymi pierwszymi, niemieckimi atakami bronią masowego rażenia.

Po dostarczeniu na front nad Rawką wiosną 1915 r. specjalne butle z ciekłym chlorem zostały zainstalowane na stanowiskach. Instalacja polegała na wkopaniu cylindrów w ziemię pojedynczo lub po kilka, tworzących baterię na pierwszej linii, 12 kilometrowego odcinka frontu od Tartaku Bolimowskiego po Białynin. Przygotowania zakończono 22 maja . Dwanaście tysięcy butli zostały dodatkowo zabezpieczone przed ostrzałem workami z piaskiem. Aby ochronić własnych żołnierzy przed niebezpieczeństwem zatrucia chlorem z butli odprowadzono poza stanowiska 3 metrowe rury zwane „kaczym dziobem”. Kiedy przygotowania dobiegły końca, czekano na korzystny kierunek wiatru, który wiałby w stronę pozycji rosyjskich, zawory butli miały wtedy zostać odkręcone równocześnie. Wedle badań najbardziej korzystny okazywał się moment, w którym wiatr miałby siłę 3-5 m/s.
Całość przedsięwzięcia, tzw. „ataku falowego”, wykonywał niemiecki 36 pułk pionierów.
Był to pułk wyszkolony na wzór 35 pułku pionierów, który wykonywał atak chemiczny pod Ypres 22.IV. Żołnierze 35 pułku dowodzonego przez pułkownika Petersena, zostali do niego specjalnie dobrani- w skład wcielono ludzi wyszukanych z innych jednostek cesarskiej armii. Nowo utworzony 35 pułku saperów złożony był min z studentów chemii, pracowników zakładów chemicznych, ludzi, którzy dysponowali wiedzą lub doświadczeniem w dziedzinie chemii i gazów .
W tym okresie żadna z walczących armii nie dysponowała jeszcze środkami zabezpieczającymi w formie masek przeciwgazowych, pod Bolimowem tylko żołnierze 36 „gazowego” pułku zostali wyposażeni w górnicze aparaty tlenowe. Oddziały posuwające się bezpośrednio za chmurą gazu mieli być wyposażeni w tampony z zwiniętych merli używane w przemyśle chemicznym. Tamponami nasączanymi tiosiarczanem sodu czy też węglanem sodowym dysponowali w maju żołnierze na froncie zachodnim , jednakże Rosjanie nie byli przygotowani w żaden sposób.


Okazja do ataku falowego z użyciem chloru nadarzyła się pod koniec maja.
W nocy z 30 na 31 maja, wiatr dął niezmiennie w kierunku rosyjskich okopów. Żołnierze carskiej armii nie mieli pojęcia o zamiarach wroga. Wtedy to, zgodnie z rozkazem dowódcy 9 Armii niemieckiej ks. Leopolda Bawarskiego, 31 maja 1915 r. o godz. 2.45 (wedle innych źródeł 4.00), saperzy niemieccy odkręcili zawory 40 litrowych, stalowych butli. Zawartość 12 tys. cylindrów została w szybkim czasie zaniesiona przez wiatr prosto na pozycje wroga, chmura gazu o wysokości ok. 6 metrów dotarła na oddalone niekiedy o 80 m pozycje wroga. W sumie użyto wtedy 264 ton chloru, prawie 100 ton więcej niż pod Ypres.

„ Mdły, słodkawo-cierpki gaz tamował oddech w gardle wywołując u ludzi duszenie się. W ustach zjawi się cierpki, metalowy smak, błony śluzowe dróg oddechowych uległy zapaleniu, wszystkie wewnętrzne organy trawienia męcząco paliły. Ci żołnierze, którzy więcej od innych wciągnęli do płuc śmiercionośnego gazu (…) wkrótce tracili przytomność i umierali. Twarze ich stawały się sine i puchły, zaś twarze innych sczerniały jakby zostały zwęglone. U innych z gardła, nosa i uszu trysnęła krew, z ust sączyła się krwawa piana. Równocześnie ciekły łzy, bolały oczy pojawiały się mdłości i wymioty a następnie bolesny kaszel i plucie krwią” .


Chmura gazu niespodziewanie przeszła wysoko nad pierwszą linią okopów, trując carskich żołnierzy z 2 i 3 linii. Oddziały pierwszo liniowe, nad którymi przeszła chmura, będąc najmniej poszkodowane, wraz z rzuconymi posiłkami tyłowymi odparły Niemców.

„ Ci, co byli na pierwszej linii mówili, że gaz przeszedł nad nimi górą. Niemcy myśleli, że wszystkich wytruli i wyszli z ukrycia. Rosjanie podpuścili ich blisko i tak tłukli, że aż szynele im podskakiwały, aż lufy czerwone były”- opowiadali mieszkańcy gminy Bolimów..




Straty jakich doznali Rosjanie w przeciągu kilku minut wynoszą wedle źródeł niemieckich 9-11tyś ludzi, źródła rosyjskie zaś mówią o 1.2 tyś śmiertelnie zagazowanych i 3.1 tyś zatrutych. Polityk- kronikarz tamtych czasów Stanisław Dzierzbicki pod datą 7 czerwca zanotował:
„ Mówią, jakoby, o 5 tyś zatrutych, co wywołuje oczywiście panikę, chociaż zapewne jest w tych cyfrach przesada. Zresztą jak słyszałem od doktora Kijowskiego, śmiertelność miedzy przywiezionymi jest nieznaczna”.
Dzierzbicki nie uwzględnia jednak zatrutych i zamordowanych gazem bezpośrednio na polu walki.
W wyniku ataku z 31. maja, straty poniosły oddziały rosyjskie z 217, 218 pułków piechoty, 10, 53, 54, 55, 56 pułków strzelców syberyjskich oraz 14 syberyjskiej brygady artylerii


Dziś ciężko jest dojść prawdy, liczby i relacje się przemieszały.

W oficjalnym komunikacie Petersburga czytamy:

„…Około godziny 4 nad ranem nieprzyjaciel, rozsiewając chmurę dymu i wykorzystując duże ilości szkodliwego gazu, zaatakował w znacznej sile nasze pozycje nad Bzurą koło Brochowa, Sochaczewa, Kozłowa oraz wykazał wyjątkową nieustępliwość nad dolną Rawką w sektorze wyznaczonym przez wsie Mizerka i Wola Szydłowiecka. Pomimo użycia olbrzymich ilości gazu duszącego, którego zapach był wyczuwalny na około 30 km od naszego frontu, wszystkie ataki wroga zostały odparte..” .


Po tym pierwszym ataku nastąpiły kolejne- 12, 17 czerwca i 6 lipca 1915 r.
12 czerwca - Niemcy po raz drugi używają chloru. Jego użycie osobiście dozorował wtedy prof. Fritz Haber.. Atak zrelacjonował niemiecki oficer wywiadu Max Wild, który odpowiedzialny był za ochronę naukowca.:


„ Dokładny opis bitwy gazowej pod Rawką pozostawił nam w swych pamiętnikach oficer niemieckiej służby szpiegowskiej, Max Wild; w swoich pamiętnikach pt. „W tajemnej służbie”:

W czasie tego ataku pełnił Max Wild specjalna funkcję oficera wywiadowczego, przydzielonego do osoby profesora Habera (…). Profesor Haber przybył z Łodzi i asystował już przy pracach przygotowawczych.

Pogoda sprzyjała atakowi, to znaczy dął wiatr w stronę okopów rosyjskich. Butle z gazem znajdowały się już przednich rowach niemieckich, opuszczonych przezornie przez żołnierzy. Oficer wywiadowczy z profesorem ulokowali się nieco na południe, od placu boju, skąd mogli dokładnie obserwować przebieg akcji. Lekki wiatr pociągał z zachodu do okopów nieprzyjacielskich, będących celem zatrucia.
Przed atakiem gazowym, rozpoczęła artyleria niemiecka ostrzeliwać granatami tyły nieprzyjacielskich pozycji, co miało na celu utrudnienie działania artylerii rosyjskiej i zatrzymania rezerw na czas, kiedy przednie okopy będą poddane działaniu gazów trujących.
Tymczasem profesor objaśnił uczenie oficerowi fizjologiczne działanie gazów, na organizm ludzki.
Oburzony do głębi oficer nie mógł się powstrzymać od uwagi :

- Wybaczy Pan, panie profesorze, lecz czy nie jest bestialstwem w ten sposób mordować ludzi? Dotychczas przynajmniej walczyliśmy z Rosjanami uczciwie, oko w oko, karabinem i bagnetem. Teraz zaś mamy tych prostych ludzi zatruwać straszliwą trucizną, o której oni wcale nie maja pojęcia?

Profesor odparł pobłażliwie:
- Pan ma rację dla siebie. Ale w tej wojnie, kiedy cały świat z nami walczy, musimy odsunąć wszelkie wątpliwości moralne. Nie możemy postępować inaczej, jeśli chcemy ocalić własnych ludzi.

Nieludzkie męki zatrutych

…„ Kiedy dowództwo niemieckie uznało, że gaz zrobił swoje w okopach rosyjskich i ze rozprysnął się na tyle, aby nie szkodzić już nacierającym wojskom niemieckim, wysłało na przód kolumny piechoty. Oficer z profesorem szli w drugiej linii natarcia(…), nieprzyjaciel milczał zupełnie, nie dając ani jednego strzału. Zatem gaz musiał dokonać dzieła.
Profesor, kusztykając przez wyboje, zapowiadał bardzo groźne wyniki natarcia gazowego. To jednak, co się odsłoniło przed oczami oficera, przekraczało granice grozy. Ludzie zmagający się w śmiertelnej walce wlekli się na czworakach i jak szaleni rwali na sobie odzież. Jeden żołnierz leżał, zarywszy palce w ziemię, drugi obok z szeroko rozwartymi źrenicami. W oczach jego malowało się przerażenie, przed czymś niepojętym. Świszczące, zatrute oddechy mówiły o niezmiernej męce konających. Niebieskie, sine wargi, sine białka, w kontach ust pieniła się żółta ślina. A nade wszystko w twarzach zatrutych żołnierzy nieopisana groza.
Widziało się jak wzdłuż rosyjskich okopów zatruci żołnierze zaścielali pole. Pozdejmowano ich z ziemi i odnoszono w tył. Atak tyraliery niemieckiej zmienił się w patrol sanitarny, gdzie człowiek wyrażał współczucie umęczonemu człowiekowi (…)
Pan profesor – pisze Wild – zachował w tych chwilach nieprzenikniony obiektywizm nauki, ciągnąc przez cały czas uczone wywody o działaniu trujących gazów.
- Tu patrz pan, ma zsiniałe białko oka! Typowy objaw ciężkiego, zatrucia. Niestety nie do uratowania!
Musnął przy tym mechanicznie dłonią policzek nieszczęśliwego (…)
I w dalszej drodze z tą samą spokojną pewnością mówił.
- A ten! Kandydat do grobu...Nie ma, co ratować...Nie ma, co, możemy iść dalej.

(…) Kiedy oficer z profesorem zbliżyli się do samych okopów rosyjskich, groza śmierci ogarnęła ich zewsząd. Nigdzie tchnienia życia. Martwi oficerowie, martwi żołnierze leżeli skurczeni jeden obok drugiego. W twarzach ich zastygła męka cierpienia. Śmierć zaskoczyła jednych czuwających, innych we śnie Jak daleko sięgał wzrok przez lornetkę, leżeli wszędzie zatruci ludzie i konie wojskowe..(…)

-Otwarcie przyznam się, panie profesorze, że podobnego dnia nie chciałbym jeszcze raz przeżyć. Gdybym mógł, wykreśliłbym go z mojego życia.

Był to dzień 12 czerwca 1915 r.” .

Wypuszczenie na 4 kilometrowym odcinku frontu chloru, w rejonie Sucha-Wola Szydłowiecka, nie przyniosło jednak żadnego znaczącego rezultatu . Tym razem Rosjanie dysponowali już prymitywnymi maskami gipsosulfitowymi, które tylko częściowo zdały egzamin. Głównym powodem niepowodzenia ataku było to, iż wkraczający w głąb milczących, nieprzyjacielskich pozycji, żołnierze niemieccy, przerażeni widokiem potrutych Rosjan, odnosili ich na tyły, próbując udzielać im pomocy. Straty poniosły wtedy oddziały rosyjskie z 3, 6 oraz 14 dywizji strzelców syberyjskich, 54 dywizji orłowskiej a także 23, 218 i 270 pułku piechoty. Tym razem zatrutych zostało 2 tys. żołnierzy, z których 200 zmarło .

Pięć dni później- 17 czerwca- pod Borzymówką i Huminem zatruciu chlorem uległo 150 żołnierzy rosyjskich z 12 pułku strzelców syberyjskich .

Ostatni udokumentowany atak falowy z pomocą chloru na omawianym froncie, miał miejsce 7 lipca 1915 r.- Kolejna próba użycia gazu bojowego na 12 kilometrowym odcinku frontu w rejonie Humin-Wola Szydłowiecka. Atak ten miał dramatyczny przebieg. Oprócz Rosjan straty w nim ponieśli także i Niemcy. Po wypuszczeniu chloru, wiatr nagle zmienił kierunek i poszkodowane zostały oddziały niemieckie poruszające się bezpośrednio za chmurą gazową. Straty wśród żołnierzy niemieckich wyniosły wtedy ok.1200 żołnierzy .

Szczegółowe wyliczenia, które mogłyby odzwierciedlić faktyczne straty poniesione w wyniku użycia chloru nad dolną Bzurą i Rawką nie są dziś możliwe.
Ważną informację w tej sprawie zawarł major Bronisław Sypniewski w broszurze pt.„Technika walki chemicznej”, wydanej przez Wydawnictwo Szkoły Gazowej w Warszawa w roku 1930. Czytamy tam co następuje :

„ Major John Schulz w „ Text – Book of the Chemical Service” podaje operacje dokonane butlami gazowemi” :

Niemcy od maja do czerwca 1915 r., wykonali co najmniej trzy napady gazowe na Rosjan, na zachód od Warszawy pod Bolimowem. We wszystkich tych napadach razem wziętych gaz wypuszczany był w ciągu prawie godziny, wszystkie one miały miejsce na tym samym odcinku frontu , mniej więcej 9 kilometrowego. Rosjanie pozostawili na polu nie mniej jak 5.000 zabitych, a ogólna liczba zagazowanych oficerów i szeregowych wynosiła 25.000 ludzi.
Jeden pułk syberyjski o stanie 4.000 ludzi stopniał w ciągu 20 minut wystawienia na działanie gazów do 4 oficerów i 400 żołnierzy”.


Także i daty uległy przemieszaniu, w kilkunastu opracowaniach gazowe ataki występują w różnym terminie.
Podane wyżej daty ataków gazowych uzupełnione zostały na podstawie relacji mieszkańców wsi położonych w okolicy Bolimowa. Wedle ich przekazu liczba zatrutych była wyjątkowo wysoka, sięgająca tysięcy żołnierzy.
Wstrząsające relacje z bojowego użycia chloru na polu bitwy nad Rawką, przedstawili mieszkańcy okolicznych wsi położonych w obrębie frontu.


„ W czasie pierwszej wojny światowej to był tu stały front. Trwał 9 miesięcy. I tutaj na tym terenie Niemcy po raz pierwszy puścili gaz chlor. Ustawione były butle w okopach i za pomyślnym wiatrem ten gaz ciągnął. I tutaj wytruto masę żołnierzy rosyjskich, ale powiedziałbym, że nie rosyjskich, bo w większości byli to Polacy tak po stronie Niemców, jak i po stronie Rosji”.

„ Żołnierzy zatrutych to widziałem jak … jeden przy drugim. Ratowaliśmy ich
Jak który jeszcze mógł jeszcze to krzyczał RATUNKU!. Jak nie mógł, a tylko oddychał, aż z krwią, taki już się nie wyleczył. Dopóki trwał front to zakopywaliśmy ich tam gdzie kto leżał (…)”.

„ Jak Wola Miedniewiecka, to tam gdzie zakręt gdzie tam teraz krzyż stoi, to tam zwozili tych zagazowanych. Ci co byli na pierwszej linii mówili, że gaz przeszedł nad nimi górą, dopiero zaczął truć drugą i trzecią linię (…)”.

„ (Słowa mówione poprzez łzy). To był istny koniec świata. Leżało to wszystko na ulicach. Zwały ludzi. Rozpacz brała człowieka na widok tych nieszczęśników. Ci co konali rwali na sobie mundury. Młodzi chłopcy. Za co to? Za co ta wojna?”.

„ Później powtórnie Niemcy użyli gazu, ale wiatr się odwrócił. Cała pierwsza linia była wytruta żołnierzy niemieckich. Wyglądali jak murzyni, czarni , na ustach różowa piana. Wokół tego stawiku na trawie, tak tych Niemców leżało martwych” .

Zatrutych chlorem próbowano ratować metodami improwizowanymi. Brak było odpowiednich medykamentów, stan żołnierzy, którzy wciągnęli do płuc większą dawkę gazu był beznadziejny. Zatrutych przewożono bezpośrednio z pola walki do lazaretów i szpitali polowych w Wiskitkach, Guzowie, Żyrardowie a także do Warszawy.


„ Pewnego pięknego , majowego dnia , na dziedzińcach szkół żyrardowskich poukładano setki żołnierzy potrutych gazami. Biedni ci ludzie, leżeli pokotem na ziemi w swoich znoszonych, brudnych szynelach a nieliczni lekarze z siostrami czerwonego krzyża chodzili wśród nich i rozkładali ręce bezradnie. Nie było środków opatrunkowych, zabrakło wyszkolonego personelu, aby ratować potrutych. Umierali na ziemi spokojnie, cicho, bez buntu, całymi dziesiątkami ” .

Największymi, najbardziej znanymi cmentarzami , gdzie pochowano ciała zagazowanych znajdują się w Miedniewicach, Guzowie i Woli Szydłowieckiej i Wiskitkach. Do prac przy chowaniu poległych wykorzystywano miejscową ludność. Tak opisują wydarzenia mieszkańcy przyfrontowych miejscowości- świadkowie tamtych chwil :

„ Dopóki stał front to zakopywaliśmy ich tam gdzie kto leżał. Później , jak Niemcy poszli pod Rosję to takich starych zostawili nam . Oni brali ludzi ze wsi- ja sama robiłam, z każdego domu jedna osoba musiała być wyznaczona- i te trupy jeszcze nie pogrzebane myśmy chowali”.

„Jak składaliśmy ich do grobów to wszystko było w rozkładzie. Myśmy dostawali takie „prymki” do ssania i papierosy do palenia z takim kadzidłem. Ogromne muchy były czarne, niebieskie. Wielkie, wprost do oczu leciały”

„ To był maj. Koło żydowskiego Kircholu w Wiskitkach rów wykopali. Porozbierali ich z tych szyneli. Pop ruski świecił, odmawiał ; Jedną warstwę walili głowami, drugą- nogami ; to takich warstw był chyba ze cztery ; co nawalili, oproszkowali, wykarbolowali, wywapnowali, to znów następnych kładli ”.

„ Boże mój, jak ja płakałam. Bo ich układali warstwami do dołu. Dzieciak głupi pójdzie, napatrzy się a potem spazmów dostałam w nocy. Mama całą noc nie spała ze mną:
„Mamusiu , powiedz , dlaczego po nich tak chodzą ? ” .


Na kamieniu pamiątkowym, cmentarza poległych na froncie nad dolna Bzurą i Rawką w Guzowie czytamy :

„Pamięci poległych żołnierzy koło Szydłowieckiej Woli dnia 1 i 2 II.1915 / 30.000 zabitych / oraz zagazowanych 6 i 7 VII. 1915 r. / 5000 zwęglonych / ”.

Na innym cmentarzu w Guzowie:

„ Pamięci zagazowanych żołnierzy w I wojnę światową 31. V oraz 6 i 7 VII. 1915 r.”

Także na cmentarzu parafialnym w Kozłowie Biskupim, na grobie skrywającym szczątki ekshumowane z pobliskiego lasu, znajduje się tablica z pomyloną datą:

„Grób zbiorowy żołnierzy pomordowanych gazem, którego użyli Niemcy w
I wojnie światowej 1914 r.”.


Profesor Fritz Haber, mimo iż świadomie i z uporem przyczynił się do rozwoju broni masowego rażenia i ludobójstwa podczas działań pierwszej wojny światowej, a świat krwawił jeszcze świeżymi, odniesionymi w niej ranami, został w 1919 roku ( za 1918 rok), uhonorowany nagrodą Nobla.
Jego pomysłowość i zaangażowanie w mordowaniu ludzi gazem nie zdyskredytował go w środowisku naukowym komisji przyznającej nagrodę. Została ona przyznana w dziedzinie chemii, za opracowanie syntezy amoniaku z wodoru i azotu.
Zaangażowanie Habera w produkcje gazów bojowych doprowadziło do samobójstwa jego żonę, która nie mogła znieść obciążenia psychicznego, związanego z przyczynianiem się męża do śmierci żołnierzy. Na znak protestu Klara Haber powiesiła się, jej maż do końca, wojny pracował nad gazami bojowymi.

Instytut Chemii Fizycznej w Berlinie im. Cesarza Wilhelma, wtedy najważniejszy ośrodek naukowy w Niemczech, dzisiaj nosi imię profesora Fritza Habera

Bezwzględność działań I wojny światowej miała osiągnąć apogeum w latach kolejnych. Do jej końca Niemcy przeprowadzili w sumie ok. 50 napadów falowych chlorem i innymi mieszaninami gazów. Na zachodzie Niemcy wykonali około 40 napadów falowych, a na froncie rosyjskim ponad 10 napadów: nad Bzurą, Rawką, pod Ossowcem, Włodawą, Baranowiczami, Uexkull, Smorgoniami, nad jeziorem Narocz .
Był to dopiero jednak początek wojny gazowej, W latach kolejnych stopniowo usprawniano metody atakowania ludzi za pomocą toksycznych środków chemicznych, wprowadzono do użytku silne środki jak iperyt i In, usprawniono też techniczne metody ich użycia.
Broń chemiczną w różnej postaci wykorzystywali także alianci. Ogólnie w latach 1914-18 użyto po obu stronach frontu ok. 60 środków chemicznych, łzawiących, duszących, trujących i parzących. Lista substancji chemicznych jest bardzo długa, nieporównywalnie zaś dłuższa jest lista śmiertelnie zatrutych na polu walki.

Jednak statystyka strat od gazów bojowych nie może być dokładna. Podaje ona tylko liczbę zatrutych gazem przyjętych do lazaretów i szpitali. Żołnierze , który zmarli na polu walki czy też dostali się w ręce wroga zazwyczaj nie są uwzględnieni.
Wedle dostępnych danych określa się straty Rosjan na skutek użycia gazów w latach pierwszej wojny światowej na 475.340 żołnierzy zagazowanych z czego 56.000 śmiertelnie .


Andre Malraux napisał w „Łazarzu”: „gazowy atak niemiecki należy do tych wstrząsających wydarzeń, które zaliczają się do szczytów szaleństwa historii(…) Po tym ataku na froncie wschodnim nadeszło Verdun, iperyt we Flandrii, Hitler i obozy zagłady”.

Bibliografia :
ŁUKASZ DZIATKIEWICZ „Polityka” 16 kwietnia 2007, „Strach miał niebieskie oczy”.
R. Umiastowski- „Wśród trujących mgieł- opowieści o wojnie gazowej”. Warszawa 1933.
DAMIAN CZERNIEWICZ- „ Gaz! Gaz! Gaz!” artykuł -2005-10-19- Onet pl.
Bitwa nad Dolną Bzurą i Rawką 1914-15- Paweł Rozdżestwieński.


Materiały portalu dotyczące problematyki ataków gazowych:
- artykuł Sławomira Cisowskiego pt. 'Maska przeciwgazowa to rosyjski wynalazek'

 

 

nbsp;

 

Średnia: 5/5 | Ocen: 15

 

 
 


Reklama


 

Felietony historyczne - zobacz podobne


Komentarze do artykułu (2):



Bardzo ciekawy i wstrząsający artykuł. A propos iperytu. Jeśli kiedykolwiek znajdziecie na brzegu europejskiego morza coś co wygląda jak bursztyn, to bądźcie ostrożni. Szczególnie przy braniu tego w palce. Może to być właśnie iperyt, który się "uwolnił" z morskiego dna. Znane są przypadki zatrucia, w tym śmiertelnego. [2011-02-10]


Niezmiernie ciekawy artykuł mówiący o okrucieństwie wojny. Szokujące opisy śmierci i bezduszność środowiska naukowego które nagradza zamiast napiętnować. Widocznie wybitny umysł odbiera uczucia, jednego jest w nadmiarze natomiast drugiego brakuje.
[2011-02-10]

Aby móc komentować musisz być zalogowany!

zaloguje się

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

 

Ogłoszenie płatne


daj ogłoszenie


Powiązane tagi


historyczna historyczny


polityka prywatności