Osuchy - Szczawa. Most pomiędzy pokoleniami - dobroni.pl

dobroni.pl

» » a a a
II Wojna Światowa Wojsko PolskieArmia Krajowa

Osuchy - Szczawa. Most pomiędzy pokoleniami

dodany: 2010-07-01, godz. 11:24
Osuchy - Szczawa. Most pomiędzy pokoleniami

W dniach 26-27 czerwca 2010 roku, członkowie GRH „Podhale w ogniu” mieli niepowtarzalną okazję, dzięki kolegom z zaprzyjaźnionej GRH „Wir”, zwiedzić miejsce Bitwy pod Osuchami,oraz uczestniczyć w uroczystościach upamiętniających walkę partyzantów AK i BCh. Była to największa bitwa partyzancka na terenie Zamojszczyzny. Inscenizacja historyczna, której głównym motywem była walka z niemiecką kolumną zmotoryzowaną, zorganizowana w zupełnie innym terenie niż na Podhalu, na obszarze wielkich płaskich kompleksów leśnych, ale przede wszystkim gościnność i historia przeplatająca się z rzeczywistością niemal na każdym kroku, pozostaną na bardzo długo w pamięci podhalańskich rekonstruktorów. 

Osuchy - miejsce tak ważne dla ludzi związanych z AK, podobnie jak podhalańska Szczawa, są symbolem walki do końca, bohaterstwa i poświęcenia. W obu tych miejscach, odkąd tylko było to możliwe, spotykają się weterani, ich rodziny i zwykli ludzie pragnący uczcić poległych i odchodzących coraz liczniej dawnych partyzantów. Od ponad roku rekonstruktorzy z GRH „Wir” i GRH „;Podhale w ogniu” aktywnie współpracują, wspólnie dbając o to, aby pamięć o bohaterach podziemia nie zaginęła. Już niebawem z radością będziemy ich ponownie gościć na Podhalu, gdzie z pewnością zajrzymy razem do Szczawy. 

Organizatorem uroczystości patriotycznych oraz inscenizacji historycznej była Grupa Rekonstrukcji Historycznej „Wir” z Biłgoraja. Wzięły w niej także udział: GRH„Podhale w ogniu” z Nowego Targu, GRH „San” z Sanoka, GRH „9 pp Legionów” z Krasnobrodu, GRH „Gregor” z Puław, Podkarpackie Stowarzyszenie Miłosników Militariów z Łańcuta oraz Stowarzyszenie 'Feniks' z Krasnegostawu.


Korzystając z okazji warto zapoznać się przebiegiem tych tragicznych wydarzeń jakie rozgrywały się 66. lat temu na ternie powiatu biłgorajskiego. W walkach z niemieckim okupantem oraz w masowych mordach życie straciło wielu polskich patriotów, którym należy się szacunek i pamięć.


* * *

Bitwa pod Osuchami (bitwa nad Sopotem) była niewątpliwie największą bitwą partyzancką II Wojny światowej. Brało w niej udział ok. 1200 partyzantów AK i BCh, oraz ok. 30000 żołnierzy niemieckich, wchodzących w skład 154 Dywizji Rezerwowej, 174 Dywizji Rezerwowej ,213 Dywizji Ochrony, 4 Floty Powietrznej, 115 Pułku Strzelców Krajowych, 4 Armii Pancernej. Jak się okazało, bitwa ta stałą się punktem kulminacyjnym niemieckiej akcji przeciw partyzanckiej „Sturmwind II” i zakończyła się sukcesem Niemców. W nierównej walce, poległo ok. 400 polskich partyzantów, z czego ok. 300 pochowanych jest na największym w Polsce cmentarzu partyzanckim w Osuchach. Równe rzędy krzyży na tym, można by rzecz pięknym i zadbanym partyzanckim cmentarzu, po którymi spoczywają najczęściej 18-20- latkowie, niekiedy bracia, małżeństwa i rodziny- są milczącymi świadkami wydarzeń, jakie rozegrały przed laty. Aby w pełni poczuć tą atmosferę i zrozumieć co się tam wydarzyło, niewątpliwie trzeba choć raz stanąć na tej ziemi. Oto kilka faktów:

W czerwcu 1944r. hitlerowcy przeprowadzili dwie wielkie akcje przeciw partyzanckie – „Sturmwind I”, która miała miejsce w Lasach Janowskich oraz „Sturmwind II” w Puszczy Solskiej. Głównymi celami tych akcji było zniszczenie licznych i groźnych dla wroga oddziałów partyzanckich , które paraliżowały niemiecką komunikację, a niekiedy nawet całkowicie uniemożliwiały dostęp do znajdujących się w lasach wsi czy nawet miast, jak choćby Biłgoraj, z którym Niemcy zmuszeni byli utrzymywać komunikację lotniczą, lub wysyłać tam silne konwoje. Sytuacja taka była niezwykle groźna, gdyż zagrażała odwrotowi wojsk hitlerowskich, cofających się przed Armią Czerwoną, ponadto jednostki zaangażowane do tej pory w zwalczanie partyzantki, nie mogłyby być wykorzystane do walki na zbliżającej się linii frontu. Do przeprowadzenia akcji „Sturmwind II” użyto olbrzymią ilość wojsk Wehrmachtu, SS, jednostek pancernych i lotniczych. Cała Puszcza Solska została okrążona, a zgrupowane w niej jednostki partyzanckie znalazły się w bardzo niekorzystnej sytuacji militarnej. Partyzanci AL po ciężkich walkach wydostali się z okrążenia w okolicach wsi Górecko Kościelne, partyzanci radzieccy wyszli z kotła w okolicach wsi Kozaki Osuchowskie. Oddziały AK, w wyniku nieporozumienia, nie przebiły się razem z jednostkami radzieckimi i zostały wewnątrz okrążenia. Dowódca, Inspektor Zamojski AK mjr Edward Markiewicz ps. 'Kalina' wydał rozkaz zaszycia się w głąb lasów, mając nadzieję że Niemcy nie odważą się tam wejść (tak jak podczas wcześniejszych operacji). Jednakże wbrew oczekiwaniom 'Kaliny', hitlerowcy cały czas zaciskali pierścień okrążenia, spychając coraz bardziej znużone oddziały partyzanckie w bagniste widły rzek Tanew i Sopot, gdzie znalazły się 24 czerwca 1944 roku. Tego samego dnia, 'Kalina' w tajemniczych okolicznościach poniósł śmierć. Najprawdopodobniej popełnił samobójstwo, gdyż przeżył załamanie nerwowe spowodowane tym, iż obwiniał się za ciężką sytuację oddziałów AK. Od zgrupowania odłączyły się oddziały AK Jana Kryka 'Topoli' i BCh Józefa Mazura ps. 'Skrzypik', które postanowiły wyjść z okrążenia na własną rękę. Dowództwo zgrupowania objął dotychczasowy zastępca 'Kaliny' rtm. Mieczysław Rakoczy ps. 'Miecz', który kilka godzin później zrzekł się go na rzecz por. Konrada Bartoszewskiego ps. 'Wir”.

Po odłączeniu się od głównego zgrupowania oddziały AK 'Topoli' i BCh 'Skrzypika', w nocy z 24 na 25 czerwca 1944 roku, podeszły pod drogę łączącą wsie Fryszarka i Borowiec, która była jedną z linii okrążenia. Ok. godziny 01:30 rozpoczął się silny szturm. Pomimo dużej desperacji i heroizmu, nie udało się przebić przez niemieckie linie. Partyzanci dostali się pod ostrzał artylerii i broni maszynowej. Co gorsza AKowcy 'Topoli' trafili na pole minowe i nie mogli ruszyć do przodu, ani do tyłu. Słabo uzbrojeni, nie mieli szans przeciwstawić się dobrze okopanym Niemcom. Po dwóch godzinach walki, zdziesiątkowane oddziały w chaosie wycofały się. Obaj dowódcy – 'Topola' i 'Skrzypik' polegli.

W tym samym czasie, gdy oddziały 'Topoli' i 'Skrzypika' walczyły o wydostanie się z okrążenia, główne jednostki zgrupowania, zgodnie z planem nakreślonym przez 'Wira' dotarły do wsi Osuchy, gdzie zajęły pozycje do natarcia po południowej stronie rzeki Sopot, na długości ok. 5 kilometrów. Najbardziej wysunięty na północ był oddział BCh Antoniego Wróbla ps. 'Burza', na jego lewym skrzydle stał oddział BCh Jana Kędry ps. 'Błyskawica', oddział BCh Stanisława Basaja 'Rysia', oddział AK Adama Haniewicza 'Woyny', oddział AK Józefa Steglińskiego 'Corda', najbardziej na południe wysunięty był oddział AK Konrada Bartoszewskiego ps. 'Wir'. Naprzeciw partyzantom, wzdłuż drogi Fryszarka-Osuchy (równoległej do Sopotu od strony północnej) znajdowały się silnie umocnione pozycje niemieckie. Zadaniem partyzantów było przerwać hitlerowskie linie, a następnie szybkim marszem odejść w kierunku północno-zachodnim i oderwać się od nieprzyjaciela

O świcie 25 czerwca 1944 roku, partyzanci rozpoczęli uderzenie. Pierwsze do ataku ruszyły oddziały BCh, a kilkanaście minut później AK. Żołnierze z oddziału 'Rysia' rozpoczęli szturm na swoim odcinku idąc tylarierą w całkowitej ciszy. Pod osłoną mgły szybko pokonywali niebezpieczną otwartą przestrzeń, jaka dzieliła ich od rzeki Sopot. Niestety, w odległości ok. 150 m od rzeki, wpadli na pole minowe. Wielu żołnierzy natychmiast poniosło śmierć, wybuchy min ostrzegły Niemców. Rozpoczęto natarcie na niemieckie pozycje. Niemcy, dobrze przygotowani, od razu otworzyli ogień z broni maszynowej i granatników, chwilę później włączając do walki artylerię. Mimo ciężkich strat, partyzanci kontynuowali natarcie. Dwa plutony dotarły do rzeki i zasypały niemieckie pozycje granatami. Jednakże fakt, że żołnierze, dziesiątkowani przez niemiecki ostrzał poruszali się po polu minowym zmusił do wydania rozkazu wycofania się. Partyzanci wrócili na pozycje wyjściowe.

Oddziały 'Burzy' i 'Błyskawicy' znajdujące się na prawym skrzydle oddziału 'Rysia' swoją część zadania rozpoczęły tuż pierwszych walkach partyzantów„Rysia”. Zaalarmowani strzelaniną ,Niemcy natychmiast otworzyli ogień na linię natarcia partyzantów 'Błyskawicy' i 'Burzy'. Żołnierze BCh, częściowo osłaniani przez rosnące w tym miejscu krzewy dotarli do rzeki i pod silnym ostrzałem sforsowali ją. Po krótkiej walce pierwsza linia niemiecka została przełamana. Natarcie było kontynuowane, lecz partyzantom nie udało się już przełamać drugiej linii, która znajdowała się w lesie ok. 300 m dalej. Atak został zatrzymany. Kilku partyzantom w zamieszaniu udało się przejść przez tą i następną linię okrążenia, lecz były to zaledwie jednostki. Pozostali żołnierze, a wśród nich dowódcy 'Burza' i 'Błyskawica' wycofali się na pozycje wyjściowe w głąb okrążenia. Tam byli zmuszeni powstrzymać niemieckie kontrnatarcie, które rozwinęło się głównie na odcinku bronionym przez oddział 'Rysia'. Po bardzo ciężkiej walce i poniesieniu wielu strat Niemcy przełamali partyzancką obronę. Jednostki wycofały się w głąb lasu nie ponosząc już dużych strat.

Równocześnie z partyzantami z BCh, atak rozpoczął znajdujący się na lewym skrzydle oddziału 'Rysia' oddział AK pod dowództwem 'Woyny'. Oddział ten, dysponujący najlepszym uzbrojeniem wśród polskich oddziałów i świetnie wyszkolony, z wielkim impetem uderzył na pozycje wroga. Wykorzystując swoją dużą siłę ogniową, pomimo zaciętej obrony Niemców, partyzanci szybko przebiegli odkrytą przestrzeń oddzielającą ich od rzeki, a następnie sforsowali ją i błyskawicznie złamali pierwszą linię okrążenia. Następnie zaatakowano drugą linię, lecz tutaj szturm się załamał. Niemcy do walki rzucili świeże oddziały, które zahamowały Polaków. Mimo to, część partyzantów przebiegła drugą linię i zaatakowała ostatnią, trzecią. Podczas walki wręcz Niemcy zdobyli przewagę nad Akowcami, którzy byli zmęczeni dotychczasowymi przemarszami wewnątrz kotła. Podczas walki wręcz żołnierze zostali rozdzieleni przez gęsto rosnące drzewa, co zaowocowało dezorganizacją po obu stronach. Niemcy rozpoczęli zmasowany ostrzał, a Polacy, którzy nie mieli możliwości wycofania się, zostali całkowicie wybici. Resztki oddziału, w tym 'Woyna' cofnęli się do środka kotła.

Oddział AK pod dowództwem 'Corda' swój atak rozpoczął w chwili, gdy pozostałe walki były w punkcie kulminacyjnym. Jednostka ta znajdowała się po południowej stronie oddziału 'Woyny'. Zanim oddział rozpoczął natarcie, do 'Corda' zgłosiła się delegacja wysłana przez rannych partyzantów, którzy prosili o pozwolenie pójścia tuż za nacierającymi, aby wraz z nimi wyjść z okrążenia. 'Cord', nie chcąc narażać rannych na niebezpieczeństwo, oraz biorąc pod uwagę to, że mogli oni być przeszkodą podczas bitwy, nakazał im pozostać wewnątrz kotła, jednocześnie obiecując powrót po nich po przełamaniu niemieckich linii.

Partyzanci rozwinęli tyralierę i w ciszy ruszyli do natarcia. Udało się niepostrzeżenie dotrzeć do rzeki i szybko ją sforsować. Po przejściu Sopotu rozpoczęto szturm. Słabo uzbrojeni partyzanci 'Corda' zostali przyduszeni do ziemi przez zmasowany ogień broni maszynowej, przy czym największe zniszczenie wśród nich siał ciężki karabin maszynowy znajdujący się na tzw. 'Krzywej Górce'. Gniazdo tego karabinu zostało zaatakowane przez grupę partyzantów, nad którymi dowodzenie osobiście objął 'Cord'. Chwilę później karabin ten został zniszczony przy użyciu granatów.

Oddział ponownie rozpoczął natarcie. Poprzez pola partyzanci biegli ostrzeliwani przez broń maszynową, granatniki i artylerię. Przebycie 400-metrowej otwartej przestrzeni od rzeki do lasu, przypłaciło życiem 36 partyzantów, a wielu zostało rannych, w tym dowódca. Chwilę później Polacy dotarli do pierwszej linii i przełamali ją. Niemcy w popłochu opuszczali stanowiska. Po krótkich walkach zostały przełamane dwie kolejne linie okrążenia i wyjście stało otworem. Rozwścieczeni hitlerowcy natychmiast przeprowadzili zmasowany atak na tę wyrwę. Niektórzy Polacy nie wytrzymali nerwowo i cofnęli się w głąb okrążenia. Ci, którzy nie zdążyli wyjść, po cofnięciu się w tył zostali wybici. Ciężko ranny 'Cord', mogąc wyjść z okrążenia i uratować swoje życie, zawrócił po rannych i chorych, którym obiecał wyprowadzić ich z kotła. Po dotarciu do rzeki zginął od postrzału w głowę.

Poprzez wyrwę w niemieckiej obronie, udało się wyjść jedynie pojedynczym partyzantom, reszta zginęła. Oddział 'Corda' przestał istnieć. Większość żołnierzy z tego oddziału pochodziło z wioski Wola Mała znajdującej się na peryferiach Biłgoraja.

W czasie kiedy oddział „Corda” walczył o życie, kolejny oddział AK,dowodzony przez por. 'Wira' (tzw. 'kompania józefowska') włączył się do akcji. Podobnie, jak żołnierze 'Corda', partyzanci 'kompanii józefowskiej' rozciągnęli się w tyralierę, sforsowali Sopot i rozpoczęli szturm na pozycje niemieckie. Gdy znajdowali się ok. 150 m od okopanych przy Niemców, ci otworzyli ogień. Partyzanci z okrzykiem 'hura' ruszyli na niemieckie stanowiska. Z powodu mgły utrudniającej dowodzenie, część partyzantów cofnęła się, część została w miejscu, a cześć zginęła. Po przejściu rzeki rozpoczęła się walka, podczas której zginęło wielu partyzantów. Partyzantom por. „Wira” udało się wyjść z okrążenia.

Oprócz oddziału 'Wira' przebijały się tędy dwa plutony BCh z oddziału 'Rysia', które wcześniej, podczas walki się od niego odłączyły. Tą samą drogą z okrążenia wyszły pojedyncze jednostki AL, którym nie udało się to wcześniej. Pomiędzy partyzantami por. 'Wira' znajdowali się również: Marian Gołębiewski ps. 'Irka' (komendant Rejonu AK Hrubieszów) i por. lek. Lucjan Kopeć ps.'Radwan' (komendant szpitala leśnego Obwodu AK Biłgoraj).

Partyzanci, którym nie udało się wydostać z okrążenia, zostali przez Niemców zepchnięci do bagien, gdzie próbowali jeszcze stawiać zorganizowany opór a następnie usiłowali się ukryć. Nielicznym udało się przetrwać, chroniąc się na drzewach, w bagnach i zaroślach. Ci, których odnaleziono, zanim zginęli lub dostali się w ręce niemieckie, bronili się zaciekle - do legendy przeszła śmierć por. 'Woyny', który bronił się tak zażarcie, że zabił kilkunastu lub być może kilkudziesięciu Niemców, ginąc dopiero po obrzuceniu granatami. Tragiczny los spotkał rannych, którym nikt nie mógł udzielić pomocy - umierali w męczarniach. Wielu z nich, nieprzytomnych ukrytych zostało przez kolegów, którzy nie mogli ich potem odnaleźć.

Po dokładnym przeczesaniu lasów, Niemcy schwytanych partyzantów wywieźli do obozów przejściowych w Biłgoraju i Zwierzyńcu, a następnie do obozów śmierci w Majdanku i Bełżcu. 63 osoby zostały rozstrzelane na początku lipca w lesie Rapy na peryferiach Biłgoraja. Dużą część ujętych mordowano na miejscu - podobny los spotkał mieszkańców Osuch i okolicznych wiosek.


Autor: Michał „Smrek” Maciaszek
Zdjęcie: ROCH, PTH O/Nowy Targ

Fotorelacja: http://bilgoraj.com.pl/galeria/thumbnails.php?album=255
Źródło „http://pl.wikipedia.org/wiki/Bitwa_pod_Osuchami”

 

 

nbsp;

Informacje:

  • Data:
  • Organizator:
  • Zgłoszenia:

Osuchy - Szczawa. Most pomiędzy pokoleniami lokalizacja:

 

Średnia: 4.6/5 | Ocen: 16

 

 
 


Zdjęcia do artykułu (54) - wyświetl wszystkie:


Zobacz kto wybiera się na tą imprezę:

wybieram się tam!

Reklama


 

Zapowiedzi rekonstrukcji - zobacz podobne


Komentarze do artykułu (1):



Niesamowity artykół czyta się go jednym tchem [2010-07-02]

Aby móc komentować musisz być zalogowany!

zaloguje się

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

 

Ogłoszenie płatne


daj ogłoszenie


Reklama



polityka prywatności