Historia WIADOMOŚCI Publikacje a a a

Nadzieja czerwona jak śnieg (Andrzej W. Sawicki)

dodany: 2011-10-25, godz. 20:59
Nadzieja czerwona jak śnieg (Andrzej W. Sawicki)
Nadzieja czerwona jak śnieg (Andrzej W. Sawicki)
Nadzieja czerwona jak śnieg (Andrzej W. Sawicki)

Największe polskie powstanie narodowe wybuchło w styczniu 1863 roku i trwało do wiosny 1864. Objęło swoim zasięgiem Królestwo Polskie, Litwę i Białoruś. Polacy po raz kolejny postanowili pokazać, że mają dość rosyjskiej zwierzchności i wciąż tęsknią do wolnej ojczyzny. Niestety, zryw zakończył się klęską: car zniósł resztki autonomii Królestwa i zarządził bezwzględną rusyfikację, prześladował także Kościół katolicki. Tyle mówi historia. Jaką wizję powstania styczniowego przedstawia Andrzej W. Sawicki? Napiszę to od razu: bardzo ciekawą i robiącą na czytelniku ogromne wrażenie!

Kiedy pisarz postanawia stworzyć powieść historyczną, stawia przed sobą trudne zadanie: musi skonstruować odpowiednio ciekawą i wciągającą fabułę, a potem osadzić ją w realiach nie tylko wiarygodnych, ale i wiernych ówcześnie panującym. Najwyraźniej jednak dla Sawickiego było to zbyt małe wyzwanie: autor postanowił wzbogacić swoją książkę o wątek fantastyczny! Oto w Królestwie Polskim pod koniec XIX wieku zaczynają dziać się rzeczy przedziwne: na niektórych obszarach pojawiają się tak zwane „turbulencje rzeczywistości” – w miejscach tych zdarzają się cuda, nagłe ozdrowienia, a niektóre dzieci tam urodzone zostają zarażone czynnikiem zwanym „mutatio”, dającym im niezwykłe zdolności. Potężna moc pochodząca z przyszłości, wiedźmy i siłacze o nadludzkiej sile w realiach powstania styczniowego? Ależ czemu nie!

Pasją Sawickiego jest historia wojskowości. Świat militariów pociągał go od dziecka – ta młodzieńcza fascynacja zaowocowała służbą w wojsku: w końcu został podchorążym rezerwy Wojska Polskiego. Obecnie zakończył już karierę wojskową, a swoim zainteresowaniom daje upust na polu literackim. W najnowszej książce opisał losy polskich powstańców, którzy muszą zmierzyć się nie tylko z wrogiem, ale też z dziwnymi mocami, na których posiadanie nie mają wpływu i które często są dla nich raczej brzemieniem, niż powodem do dumy. Nie bez powodu wspominałam o pasji Sawickiego: podczas lektury Nadziei czerwonej jak śnieg widać bowiem, że powieść nie jest dziełem laika ani hobbysty jedynie pobieżnie orientującego się w temacie, lecz człowieka znającego się na wojskowości: jej dziejach i wszystkim, co z nią związane. Zarówno wierność zdarzeniom i realiom historycznym, jak i motywy fantastyczne stoją w tej powieści na tym samym, bardzo dobrym poziomie.

Akcja rozpoczyna się tuż po wybuchu powstania, 23 stycznia – kończy zaś miesiąc później, 24 lutego, w dzień słynnej bitwy pod Małogoszczem. Przez ten krótki czas śledzimy losy ludzi walczących o niepodległość Polski – ich dzieje poznajemy raz z punktu widzenia majora Jemioły, a raz – trzecioosobowego narratora wszechwiedzącego. Ten zabieg dodatkowo dynamizuje fabułę oraz pozwala czytelnikowi spojrzeć na te same wydarzenia z różnych perspektyw. Wspomniałam o przywiązywaniu wagi do wierności realiom – i rzeczywiście: miłośnicy historii nie powinni być zawiedzeni, gdyż pisarz ukazuje dzieje powstania z podziwu godną znajomością tematu. Znajdziemy tu oczywiście wiele postaci historycznych: generała Mariana Langiewicza, naczelnika Warszawy Stefana Bobrowskiego, oficera Jarosława Dąbrowskiego i jeszcze wielu innych wojskowych. Pośród sił rosyjskich nie zabraknie Ksawerego Czengiery i Włodzimierza Dobrowolskiego, których wojska starły się z siłami polskimi pod Małogoszczem. Sama bitwa opisana została w sposób imponujący rozmachem, trzymający w napięciu lepiej niż niejeden film sensacyjny, a jednocześnie niemalże zgodny z prawdą historyczną... niemalże, ponieważ historia milczy na temat tajemniczego mutatio i odmieńców, obecnych w uniwersum Sawickiego.

Pora przejść do nakreślenia sylwetek wspomnianych mutantów, ukształtowanych przez dziwne anomalie z przyszłości. Najpierw jednak muszę zaznaczyć, co w powieści zrobiło na mnie największe wrażenie i czym właściwie jej autor „kupił mnie” najbardziej. Kiedy przeczytałam opis wydawniczy i dowiedziałam się o mutatio dającym ludziom niezwykłe zdolności, obawiałam się, że pisarz zaserwuje martyrologiczną wizję herosów obdarzonych supermocami, przed którymi trup będzie słał się łatwo i gęsto. Na szczęście jest zupełnie inaczej: otóż wspomniany czynnik jest nie tyle darem, co niezrozumiałym dla nich przekleństwem, które tylko czasem – i przy wsparciu odpowiednich ludzi – może okazać się błogosławieństwem. Najczęściej jednak jest źródłem cierpienia: powodem wyklęcia przez bliskich i wyrzucenia poza obręb społeczeństwa (tym bardziej, że został potępiony zarówno przez Kościół katolicki, jak i unicki). Bywa też przyczyną straszliwych koszmarów, bólów głowy i ciągłego niepokoju ducha, które częstokroć doprowadzały nieszczęśliwych, odepchniętych przez innych mutantów do szaleństwa. Ich sytuację pogarsza fakt, że rządy obu walczących sił postanawiają wykorzystać posiadane przez nich moce do sobie tylko wiadomych celów. Opisani bohaterowie nie są więc plastikowymi kukłami i w niczym nie przypominają kiczowatych superbohaterów noszących majtki na spodniach. To wzruszające, wzbudzające współczucie postacie, które pomimo swojej inności chcą kochać i czuć się potrzebnymi – a jednocześnie niepozbawione typowo ludzkich wad i słabości, przez co są bardzo autentyczne.

Już na pierwszych stronach powieści poznamy Żydówkę Wandę Szczurównę i porucznika Pustowójtowa. Ten drugi jest postacią dość tragiczną i niezwykle skomplikowaną – aby nie zdradzać zbyt wiele przyszłym czytelnikom wspomnę tylko, że jego matka była Polką, ojciec zaś Rosjaninem – a to rozdarcie będzie wielokrotnie wpływać na losy mężczyzny. Przyjdzie nam też podziwiać poczynania majora Jemioły próbującego zwerbować oddział odmieńców, który następnie zamierza wyszkolić do pewnej trudnej i niebezpiecznej misji mogącej zmienić los powstania; mocarza Pliszkę, Hankę Żelazównę – „polską walkirię” oraz Michała Smoka: postać tyleż tajemniczą, co ujmującą. Powieść Sawickiego nie byłaby jednak w pełni satysfakcjonująca, gdyby przedstawiała jedynie losy najważniejszych dowódców i bohaterów mających magiczne zdolności. Równie ważna jest tu panorama całego społeczeństwa polskiego: od chłopów, poprzez przedstawicieli różnych warstw społecznych, z których składały się oddziały powstańcze, aż po szlachtę i wojskowych. Oni również zostali ukazani bardzo realistycznie i wiarygodnie, bez idealizacji czy martyrologiczno-mesjanistycznej aury, która zostaje skrytykowana jako szkodliwa, bo niepraktyczna i zmniejszająca szanse na zwycięstwo. Pisarz wyraźnie odcina się od tej sztucznej, napuszonej estetyki. W książce nie znajdziemy papierowych bohaterów patetycznie ginących z pieśnią na ustach, bądź też „rozdziobanych przez kruki, wrony”. Wojna ukazuje swoje prawdziwe, „niestosowne, niehonorowe i brudne” oblicze – często bardzo niesprawiedliwe, zawsze brutalne i okrutne. Powstańcy walczą nie tylko z Moskalami, ale też z obojętnością, a nawet wrogością i zdradliwością rodaków. Jednocześnie wszystkie przedstawione przez Sawickiego osoby ze wszystkich sił starają się cieszyć się życiem: nie siedzą wiecznie z chmurnym spojrzeniem, wyczekując nieprzyjaciela, lecz usiłują czerpać radość z najmniejszych drobiazgów; zakochują się, bawią, kiedy pozwala na to czas – i te nieliczne chwile beztroski są dla nich źródłem nadziei i sił do walki z Rosjanami. Autentyzm postaci to zatem kolejna rzecz, za jaką należą się autorowi Nadziei... wielkie brawa.

Kolejnym aspektem, o którym trzeba wspomnieć, jest bardzo plastyczny, barwny i potoczysty język, dzięki któremu powieści właściwie się nie czyta, a pochłania. Wpływa na to również umiejętność budowania nastroju przez autora. Sawicki potrafi w każdym momencie – czy to wesołym, czy smutnym, czy też przerażającym – stworzyć odpowiedni klimat. Akcja jest wartka, pełna zaskakujących zwrotów i chwil trzymających w napięciu. Duże wrażenie robią opisy bitew: niezwykle realistyczne, wstrząsające – czasem bardzo krwawe. Pisarza pochwalić należy też za umiejętne czerpanie z klisz literackich i zgrabnie wplecione w treść cytaty kulturowe – od wspomnianego Żeromskiego z Wierną rzeką i innymi jego utworami o tematyce powstańczej, aż po trzecią część Dziadów Mickiewicza. Kolejną zaletą jest okładka: przyciągająca uwagę, napełniona ukrytymi znaczeniami, trafnie nawiązująca do treści książki.

Podsumowując: powieść zdecydowanie polecam. Tak liczne pochwały nie są jałowym i bezpodstawnym kadzeniem: książka zrobiła na mnie naprawdę duże wrażenie. A że za nic jej nie krytykuję...? Cóż, zwyczajnie nie mam za co. Właściwie można jej zarzucić jedynie to, że kończy się tak szybko (wprawdzie ma ponad pięćset stron... ale to wciąż za mało!). Powinna spodobać się zarówno fanom fantastyki, jak i miłośnikom historii. Sawicki wiernie i realistycznie odtwarza klimat epoki, ukazuje nam nie utkane ze stereotypów kukiełki, ale ciekawe postaci z krwi i kości – a to wszystko urozmaica nastrojem niezwykłości, jaka wkradła się do świata za pomocą dziwnych zjawisk z przyszłości. Czy odmieńcy odmienią też losy powstania? Ja wam tego nie zdradzę – aby się dowiedzieć, sięgnijcie po powieść: zdecydowanie jest tego warta!

Autor: Andrzej W. Sawicki
Tytuł: Nadzieja czerwona jak śnieg
Wydawnictwo: Bellona, Runa
Data wydania: 27 października 2011 r.
ISBN: 978-83-89595-78-2
ISBN: 978-83-11-12180-5
Liczba stron: 528
Wymiary: 125×195 mm
Okładka: miękka
Ilustracja na okładce: Wojciech Ostrycharz
Cena: 39 zł


autor: Redakcja Portalu
więcej tego autora

Średnia: 5/5
Głosów: 7


 
 
 
komentuj ten wpis  
 
 
 


Publikacje śledź temat

Komentarze do wpisu (0)


Nie ma jeszcze komentarzy do tego artykułu. Chcesz być pierwszy?




Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.




Logowanie
login:
hasło:
zapamiętaj mnie
 
Ogłoszenie płatne

 daj ogłoszenie

 

Reklama


Forum historyczne, Forum rekonstruktorów, forum militarne
alendarium imprez i rekonstrukcji historycznych
Ciekawe miejsca w polsce, miejsca bitew, mapy historyczne polski
Powiązane tagi
 
Grupy
 

|0.032|